Pomieszczenie dawnej fabryki tkackiej Samuela Abbego na Radogoszczu (jedna z dzielnic Łodzi) przez cały okres okupacji niemieckiej miasta służyło jako więzienie dla mężczyzn. Tutaj naziści upiekli więźniów politycznych, Polaków, którzy łamali zasady okupacyjne, byli tu uwięzieni sowieccy jeńcy wojenni, a nawet Niemcy. W rzeczywistości więzienie było rodzajem obozu przejściowego, skąd po kilku miesiącach wysyłano jeńców do obozów koncentracyjnych lub do pracy przymusowej, pisze lodzyes.eu.
W nocy z 17 na 18 stycznia 1945 roku, kiedy wojska radzieckie były już na przedpolach Łodzi, naziści rozstrzelali i spalili żywcem około 1500 osób uwięzionych na Radogoszczu. Likwidacja więzienia na Radogoszczu była największą niemiecką zbrodnią wojenną w końcowej fazie wojny.
Więzienie na terenie dawnej fabryki

Więzienie w Radogoszczu (na obrzeżach Łodzi) powstało w pierwszych miesiącach niemieckiej okupacji Łodzi, a mianowicie 8 listopada 1939 roku. Pierwotnie pomieszczeniem dla więzienia była fabryka Michała Glazera przy ul. Krakowskiej. Przetrzymywano tu ludzi, których naziści aresztowali w ramach represyjnej akcji „Intelligenzaktion Litzmannstadt”. Były to działania karne skierowane przeciwko lokalnej inteligencji: naukowcom, lekarzom, nauczycielom, działaczom kultury. Represje dotknęły nie tylko rodowitych Polaków, ale także osoby pochodzenia niemieckiego i żydowskiego.
W tym czasie, około 1 km od fabryki M. Glazera, w budynku byłej fabryki tekstylnej innego fabrykanta Samuela Abbego, utworzono obóz dla przesiedleńców.
W grudniu 1939 roku, po przeprowadzeniu głównego etapu wspomnianej akcji represyjnej przeciwko inteligencji (w pobliskich lasach w pobliżu Zgierza rozstrzelano co najmniej 500 osób) więźniów, którzy pozostali w więzieniu w fabryce M. Glazera, zaczęto przenosić do pomieszczenia fabryki S. Abbego. Fabryka ta mieściła się przy skrzyżowaniu ul. gen. Józefa Sowińskiego i ul. Zgierskiej.
Ostatni jeńcy opuścili więzienie w fabryce M. Glazera w styczniu 1940 roku. Od tego czasu do lipca 1940 roku pomieszczenia kompleksu fabrycznego Samuela Abbego służyły jako więzienie, a także obóz przejściowy dla Polaków z Warthelandu, jednostki administracyjno – terytorialnej nazistowskich Niemiec, utworzonej na okupowanych ziemiach Polski.
Więźniów naziści umieszczali w trzypiętrowym pomieszczeniu przędzalni, a przesiedleńców w jednopiętrowym budynku tkalni.
1 lipca 1940 Gestapo przekazało wszystkie wymienione pomieszczenia pod Zarząd Prezydium Policji w Łodzi, które utworzyło tu „Rozszerzone Więzienie Policyjne, Radogoszcz”. Naczelnikiem więzienia został porucznik policji Walter Pelzhausen. Funkcje nadzorców pełnili niemieccy policjanci i miejscowi „volksdeutsche”.
Warto zauważyć, że więzienie na Radogoszczu nie było obozem koncentracyjnym ani obozem zagłady. Takie fałszywe informacje były intensywnie rozpowszechniane w pierwszej dekadzie powojennej. Nie ma tu jednak komór gazowych ani krematorium. Główną funkcją więzienia było przetrzymywanie i grupowanie więźniów w celu dalszego wysyłania ich do obozów koncentracyjnych do pracy przymusowej lub do dużych więzień, takich jak Sieradz czy Łęczyca.
W marcu 1943 roku więzienie na Radogoszczu zostało połączone z policyjnym obozem pracy karnej w Sikawie.
Więźniowie na Radogoszczu

W więzieniu na Radogoszczu przetrzymywano głównie mężczyzn narodowości polskiej. Do więzienia mogli zostać wsadzeni za łamanie Ustaw ustanowionych przez okupanta, m.in. za ucieczkę z pracy przymusowej, przemyt żywności, nielegalne przekraczanie granic. Ludzie trafili tu także po łapankach ulicznych. Zdarzały się również przypadki przetrzymywania więźniów politycznych w więzieniu na Radogoszczu, których następnie wysyłano do obozów koncentracyjnych.
Znani więźniowie więzienia to: artysta amator Teodor Wilencki, którego prace powstałe w więzieniu przetrwały do XXI wieku, aktor Włodzimierz Skoczylas, lekarz Wojska Polskiego Władysław Dzierżyński, szermierz-olimpijczyk Bolesław Banaś, dyrygent Henryk Debich, bokser Stanisław Kowalewski.
W więzieniu na Radogoszczu przetrzymywano również sowieckich jeńców wojennych. Trudno powiedzieć, ile dokładnie osób przeszło przez więzienie, ponieważ duża część dokumentacji dotyczącej więzienia została utracona. Według zeznań naczelnika więzienia Pelzhausena, przez więzienie przeszło około 40 tysięcy osób, z których zdecydowana większość stanowili mężczyźni, ale zdarzały się przypadki uwięzienia kobiet.
Jednak badacze skłaniają się ku opinii, że jeńców na Radogoszczu było więcej.
Więźniowie umierali lub tracili zdrowie z powodu złego traktowania przez strażników i niedożywienia. Oto na przykład kilka wspomnień tych, którzy mieli szczęście przeżyć więzienie na Radogoszczu:
„- Było 600 osób i wszyscy spaliśmy na betonie. Do spania zdejmowało się jeden but, brało się go pod głowę, a marynarką się przykrywało. Pomyślałem, że chyba tego nie przeżyję” – wspominał więzień Radogoszczy Stefan Stęporek.
„W czasie pobytu w Radogoszczu, jak pamiętam, otrzymywaliśmy po pajdce chleba, rano i wieczorem czarną kawę, lurę w miskach, a na obiad zupę w ilości około pół lub trzy czwarte litra. Była to rzadka zupa, bez ziemniaków, zasypana kaszą. Trudno było stwierdzić, co to za zupy otrzymywaliśmy. Paczek żywnościowych z zewnątrz nie otrzymywaliśmy” – dzielił się wspomnieniami jeden z więźniów Witold Pawlikowski.
Wielu więźniów padło ofiarą egzekucji, które naziści przeprowadzili w lasach koło Łodzi.
Masakra więzienna

Pod koniec 1944 roku, wraz ze zbliżaniem się linii frontu, Niemcy podjęli decyzję o ewakuacji garnizonu, który stał w Łodzi. Poplecznicy Hitlera wiedzieli, że wkrótce do miasta wkroczy Armia Czerwona. Dlatego przede wszystkim rzucili się, aby zniszczyć dokumentację popełnionych zbrodni wojennych i brutalnie rozprawić się z tymi, których nie mieli czasu zabić. Podobny los spotkał większość więźniów w więzieniu na Radogoszczu. W tym czasie przebywało tam ponad 1500 osób.
Już 20 lipca 1944 roku naczelny dowódca SS i policji w Generalnym Gubernatorstwie Wilhelm Koppe wydał rozkaz, że więźniowie w miastach, do których zbliżała się Armia Czerwona, muszą zostać przeniesieni w inne miejsca lub zlikwidowani, a więzienia i obozy muszą zostać zniszczone.
Sowieckie bomby spadły na Łódź 17 stycznia 1945 roku. Zdając sobie sprawę, że żołnierze Armii Czerwonej są już blisko, w nocy z 17 na 18 stycznia, po północy Niemcy wtargnęli do cel na parterze i rozpoczęli rzeź przy użyciu bagnetów i strzałów z pistoletów. Po wymordowaniu wszystkich na parterze przenieśli się na trzecie piętro. Tu zarządzili zbiórkę więźniów, którym kazano zbiegać w dół na dziedziniec. Na schodach ustawiono gotowy do strzału karabin maszynowy.
Gdy tylko pierwsi więźniowie pojawili się na podwórku, karabin maszynowy zaczął strzelać. Zdając sobie sprawę, że czeka ich śmierć, część jeńców, którzy nie zdążyli wyjść z więzienia, zabarykadowali się na drugim i trzecim piętrze. Więźniowie zaczęli opierać się strażnikom więziennym, używając wszystkiego, co mieli pod ręką: cegieł, kawałków desek.
Czas się kończył, armia radziecka coraz bliżej podchodziła do Łodzi, naziści nie mogli sobie poradzić z powstańczymi jeńcami. Widząc, że sytuacja wymyka się spod kontroli, rankiem 18 stycznia hitlerowcy postanowili podpalić budynek więzienia wraz z osobami, którzy tam byli.
Po podpaleniu więźniowie próbowali wyskoczyć z płonącego budynku. Jednak bezwzględni strażnicy więzienni strzelali do wszystkich, którzy wyskakiwali z okien.
Łącznie w więzieniu na Radogoszczu zginęło około 1500 osób. Byli to głównie Polacy, jeńcy radzieccy i Niemcy. Cudem udało się przeżyć tylko 30 więźniom.
Rankiem 18 stycznia wielu mieszkańców Łodzi i okolic przybyło na miejsce brutalnej rzezi więźniów. Wśród ruin więzienia i setek spalonych ciał ludzie próbowali znaleźć i zidentyfikować swoich bliskich. Jednak tylko kilka ciał ofiar zbrodni nazistowskiej udało się zidentyfikować.
Szczątki pomordowanych pochowane zostały 18 lutego 1945 roku w dwóch zbiorowych mogiłach na pobliskim cmentarzu pw. św. Rocha, niedaleko Radogoszczy.
Ukaranie katów i uczczenie pamięci wszystkich pomordowanych więźniów

Po zakończeniu II wojny światowej do odpowiedzialności postawiono tylko 15 osób spośród nadzorców więzienia. Wielu, jak naczelnik Józef Heinrich, nazywany „Krwawym Józiem”, uniknęło kary. Zmarł, nie doczekawszy sprawiedliwości w 1961 roku w Niemczech.
Komendant więzienia na Radogoszczu, Walter Pelzhausen, wpadł w ręce aliantów w czerwcu 1945 roku we Frankfurcie nad Menem. Zbrodniarz wojenny został przewieziony do Łodzi, gdzie stanął przed Sądem Okręgowym. Jako główny odpowiedzialny za masakrę na Radogoszczu Pelzhausen został skazany na śmierć przez powieszenie. Wyrok wykonano 1 marca 1948 roku.
W pierwszych tygodniach po zakończeniu niemieckiej okupacji Łodzi teren dawnego więzienia na Radogoszczu został uznany za miejsce walk i męczeństwa Narodu Polskiego
W 1961 roku zakończono prace nad stworzeniem pomnika na terenie więzienia na Radogoszczu. Na miejscu spalonego trzypiętrowego budynku z więźniami zainstalowano czarny marmurowy sarkofag. Na marmurze wyryto słowa:
„Tu spoczywamy zamordowani w przeddzień wolności. Imiona i ciała zabrał nam ogień, żyjemy tylko w waszej pamięci. Niech śmierć tak nieludzka nie powtórzy się więcej”.
Następnie na terenie pomnika otwarto oddział Muzeum Tradycji Niepodległościowych w Łodzi, którego ekspozycja muzealna opowiada o historii więzienia na Radogoszczu i życiu Łodzi w latach okupacji niemieckiej.
A na stronie samego muzeum po wielu latach pojawiła się lista prawdopodobnych ofiar masakry na Radogoszczu. Jest to możliwe dzięki długoterminowym badaniom wielu źródeł.